wtorek, 22 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ VI.

WIZYTA W SIEDZIBIE FBI.


Dzięki pomocy szanownego ordynatora Paula Rowl'a, byłem teraz naładowany pozytywną energią i chęcią pracy do działania. Przynajmniej miałem pewnośc, że dowiem się kim są ci przestępcy. A to był już bardzo dobry początek, który powoli, małymi kroczkami doprowadzi nas do setna tej sprawy. Pozytywna energia rozpierała mnie od środka i radowała moje serce.. cieszyłem się jak małe dziecko.
Ale też doskonale wiedziałem, jakim typem człowieka jest moja klientka. Chciałem jak najszybciej pojechac do tego biura, ale wolałem, żeby pani Andrea ochłonęła, i odpoczęła w zaciszu domu. Oczywiście nie swojego, ponieważ przestępcy mogliby znowu próbowac przemocy w jej stronę. Dlatego zaoferowałem jej swoją pomoc:
- Pani Andreo - oderwałem na chwilę wzrok od jezdni - widac, że jest pani bardzo zmęczona dzisiejszymi przeżyciami. Chyba lepiej by było, gdyby pani nabrała sił, i odpoczęła, przynajmniej przez resztę dnia.
- Oo tak.. chwila ciszy i spokoju zdecydowanie wyszłaby mi na dobre.. - westchnęła pani Andrea.
- Hmm. To mam dla pani maleńką propozycje - uśmiechnąłem się, wyjąłem ze schowka samochodu klucze do mojego biura, i wręczając je do rąk pani Andrei kontynuowałem: - Wysadzę panią pod moim biurem, uda się pani do portierni i powie, że przysłałem tutaj panią w ramach relaksu. Tam moi ludzie i współpracownicy zaprowadzą panią do mojego gabinetu. Położy się pani na kanapie, naleje sobie najlepszego szkockiego wina, włączy telewizor, zasłoni żaluzje, i odpocznie. Co pani na to? Tylko niech pani nawet nie próbuje się wypierac i szuac wymówek. Niech to będzie w ramach rekompensaty, za te wszystkie szkody i przykrości których pani dzisiaj doznała. No pani Andreo, proszę nie dac się namawiac.
Pani Andrea po chwili zawahania, odważyła się wziąśc klucze, i w ramach odpowiedzi uśmiechnęła się do mnie szeroko.
- A.. pan? - spytała przejmująco kobieta.
- Ja mam jeszcze parę spraw do załatwienia na mieście. Mi też przyda się odrobina odpoczynku od tej sprawy. O mnie niech się pani nie martwi, doskonale dam sobie radę. Tylko będę panią jeszcze musiał prosic, o wypożyczenie mi na dzisiejszy dzień samochodu. Byłaby taka możliwośc? - spytałem.
Kobieta tylko przytaknęła. Widac zmęczenie odebrało jej głos. Nie dziwię się. Biedna kobieta..
Zgodnie z umową wysadziłem ją pod samymi drzwiami mojego biura detektywistycznego. Czekałem na parkingu tak długo, aż nie ujrzałem jej na szczycie budowli w oknie mojego gabinetu. Kiedy tam się znalazła, odetchnąłem z ulgą, i udałem się pod adres podany na wizytówce od ordynatora; do siedziby FBI.
Muszę przyznac, że nie jestem doskonałym kierowcą. Wiele razy zabłądziłem, chociaż praktycznie trasa do tej instytucji prowadziła główną drogą; cały czas prosto, a do 4 pierwszych skrzyżowań na lewo, prawo, lewo i prawo. Jednak nikt nie jest doskonały. Przynajmniej czułem się bezpieczniej niż kiedy pani Andrea była za kółkiem samochodu..
Po jakieś niecałej godzinie żmudnej drogi dotarłem w końcu pod ten adres. Byłem niezwykle zdziwiony, że w tak malutkim mieście, znajdowało się tak wielkie i potężne biuro siedziby FBI. Wprost niesamowite!
Udałem się do środka. Wow! Niesamowite miejsce. Niby jestem detektywem, i takie rzeczy nie powinny mnie wcale dziwic, ale mówię wam; już od samego wejścia coś mnie poraziło. To miejsce.. czułem, że oni mi pomogą, że pomogą mi ustalic alibi tych dwóch zbiegów. Może to poprostu mój cholerny optymizm..
Podszedłem do portierni, rozejrzałem się dokoła, aż w końcu spytałem jakiegoś wspólnika tego biura:
- Przepraszam bardzo. Nazywam się John Clouney i jestem detektywem. Prowadzę dochodzenie, i potrzebuję tutaj waszej pomocy. Waszą siedzibę polecił mi wasz dobry znajomy; doktor Paul Rowl - powiedziałem. Miałem doświadczenie w takich sprawach, i wiem, że dla nich bardzo ważne jest pierwsze wrażenie, i uwzględnienie wszystkich informacji dotyczących swojej osoby.
- Stary, poczciwy Rowl. Bardzo pomocny człowiek, angażuję się we wszystko. Witamy panie Clouney, naprawdę wiele o panu słyszeliśmy - uścisnął mi dłoń. - Ja nazywam się David Alesso, i jestem dyrektorem tego biura. Ale to nie istotne. W czym mogę panu pomóc?
- Otóż, jak już wspomniałem, jestem detektywem i aktualnie zajmuję się dochodzeniem w pewnej bardzo zagmatwanej sprawie. Potrzebuję ustalic alibi dwóch przestępców. Z pewnością byli już kiedyś notowani, ponieważ z tego co mi wiadomo, działają w grupie przestępczej.
- Rozumiem. Czy ma pan jakieś ślady należące do nich?
- Śladów nie mam, ale za to mam ich podpisy. Z tego co się orientuję, to z charakteru pisma też można ustalic i odczytac ich dane osobowe - wręczyłem Davidowi dwa świstki papierów.
- Nie będziemy się cackac, tylko od razu przejdziemy do ustalenia alibi podejrzanych. Zapraszam na 10 piętro, panie Clouney - gestem ręki dyrektor wskazał w stronę windy, którą pojechaliśmy prawie pod sam szczyt olbrzymiej budowli.
- Nasze biuro potrafi odczytac dane osobowe zbiegów nie tylko z podpisów czy zdjęc. Również z materiałów ubrań, śliny, odcisków butów i innych rzeczy. Nic nie jest dla nas niemożliwe. Więc i tym razem damy sobie z tym świetnie rade - zadeklarował się David, a w tym samym czasie drzwi do windy otworzyły się i wyjechaliśmy pod samą górę.
Nie da się opisac słowami tego, co tutaj się znajdowało. Wszystko wyglądało jak z filmu nominującego do nagrody nobla. Niesamowite. Te wszystkie sprzęty, ciężkie działa, monitory, komputery, pracownie.. i ci wszyscy zabiegani do ciężkiej pracy ludzie. Jak wielkie, nowoczesne, mechaniczne mrowisko!
Dyrektor podszedł ze mną do wielkiego komputera. Podpisy z listu i świstka papieru, włożył do specjalnego czytnika skanerowego. Komputer bardzo szybko i sprawnie odczytał podpisy zebrane z dowodów, i po niecałej minucie wyszukiwania w archiwach znalazł dwóch, tajemniczych przestępców. David powiększył obraz, z danymi osobowymi i wymierzył do rozmiaru całego monitora.
I teraz moim oczom ukazały się dwie postacie. Mianowicie Louis i Harry Parker; dwaj zbiegowie, już wcześniej notowani za większe działalności przestępcze. Na koncie mięli kilka włamań, kilka prób uśmiercania, kradzieże, notoryczne napady z użyciem niebezpiecznych broni i wiele wiele innych.
Z danych tego komputera wynika, że ich miejscem zameldowania jest.. Streetvell!? Przecież to niemożliwe. Gdyby to była prawda władze natychmiast zareagowałyby.. Chociaż w sumie.. Hah, władze miasta i jakakolwiek pomoc? Śmieszne.. Czyli to może byc prawda. Oni pochodzą z miasta pani Andrei.
Mężczyźni mają po trzydzieści parę lat, a działalnośc przestępczą rozpoczęli od około dziesięciu.
Mają jedno nazwisko, czyli są bracmi bądź bliską rodziną. Pierwszy raz mam do czynienia z takim czymś.
Wszystkie dane spisałem w moim notesie, oraz poprosiłem o skan ich zdjęc. Potrzebowałem konkretnych danych do nakierowania sprawy na dobrą drogę. Wszystko sprawdzałem kilkakrotnie, żeby nie zrobic pomyłki. Z satysfakcją w końcu zamknąłem swój notes i schowałem bo w bezpiecznej kieszeni wewnętrzenj mojej marynarki.
- Bardzo dziękuję za pomoc, zostaną państwo wynagrodzeni przez władze miasta, kiedy schwytamy tych przestępców - uścisnąłem mocno dłoń dyrektorowi.
- Proszę bardzo. Mam nadzieję, że uda się to panu jak najszybciej. Jest pan najlepszym detektywem w całym kraju, więc nie mam się czego obawiac. Za to oni mogą już zacząc - uśmiechnął się David.
Dyrektor odprowadził mnie do drzwi wyjściowych. Jak to ja, jeszcze setki tysięcy razy mu dziękowałem, ale poprostu byłem prze szczęśliwy, że są jeszcze na świecie ludzie, którzy potrafią pomóc w potrzebie, i to bez łapówek czy wynagrodzenia.
Wychodząc w budynku, wprost latałem przez schody z radości. Cieszyłem się, jakbym wygrał los na loterię. Loterię, dzięki której mogę wreszcie wpakowac tych dwóch ludzi do więzienia, a przy tym uchronic miasto, a nawet kraj, przed kolejnymi przykrymi incydentami.
Wsiadłem do samochodu. Nie chciałem jeszcze mówic mojej klientce o mojej wizycie w FBI, oraz informacjach jakie uzyskałem, ale nie chciałem jej cały czas trzymac w niepewności. Jednak był już wieczór, a moja klientka potrzebuje odpoczynku. To kobieta w podeszłym wieku, teraz cisza i spokój są dla niej najważniejsze. Dlatego postanowiłem, że jutro z samego rana pojadę po nią, i podzielę się z nią uzyskanymi informacjami na temat dwójki przestępców. Napewno będzie zadowolona, że wreszcie znamy jakiś konkret rzeczowy w tej sprawie. Ale póki co niech kobieta odpoczywa, należy jej się.
W sumie, detektyw też człowiek. Odpoczynku potrzebuje, więc teraz ja skorzystam z odrobinki relaksu. Udałem się do mojego skromnego domu, rozebrałem się, nalałem kieliszek dobrego, włoskiego, białego szampana i rozłożyłem się zmęczony na fotelu. Potrzebowałem odpoczynku, ale wiedziałem, że nie zasnę. Jestem na dobrej drodze. A sprawa wreszcie brnie w dobrym kierunku..


1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawe ^^
    Masz wielki talent i radzę ci go rozwijać ;3
    Literówek, czy innych błędów nie znalazłam, a nawet jeśli to była tak niewielkie, że już zapomniałam.

    Pozdrawiam i czekam na więcej Esse Enma Kage

    OdpowiedzUsuń