piątek, 24 stycznia 2014

ROZDZIAŁ I.

WAŻNE ZLECENIE.

Był chłodny, jesienny poranek. Jak zwykle, o wczesnej porze już spieszyłem szybkim krokiem w stronę agencji. Byłem ciekaw nowych zleceń, chociaż szczerze powiedziawszy, żadna zagadka nie jest dla mnie nierozwiązywalna, chociażby nie wiadomo jak była skomplikowana - John Clouney zawsze da rade.
Ledwo przekroczywszy próg agencji, cała załoga stała na bacznośc, w bojowej gotowości.
Jako pierwsza powitała mnie moja naczelna sekretarka.
- Witam panie Clouney, dostaliśmy nowe zlecenie - wręczyła mi papiery i dokumenty.
- Dziękuje, kto zgłosił deklaracje? - spytałem, wertując kartki notatek.
-  Jakaś kobieta, wydaje się, że jest to coś pilnego, prosiła o niezwłoczną odpowiedź i szybki kontakt.
- Wszyscy tak mówią .. a później okazuje sie, że są to w większości przypadków fałszywe alarmy - zaśmiałem sie, odkładając stos papierów na biurko.
- Rozumiem pana, jednak bardzo bym prosiła, chociaż o pozwolenie na przedstawienie przez tą kobietę sprawy, może jednak to coś pilnego - nalegała sekretarka.
- Ehh, no dobrze. Niech pani zgłosi tej kobiecie, żeby zameldowała sie teraz do biura.
- Tak jest - uśmiechnęła sie uprzejmie, i oddaliła sie do swojego pokoju.
Ja w między czasie, w ciszy i spokoju usiadłem w moim fotelu, w szuflady mojego biurka wyciągnąłem jeszcze niedokończoną paczkę papierosów, obróciłem się w stronę dużego okna w mojej kancelarii, i zapaliłem papierosa, rozmyślając nad swoim nudnym życiem, co było bezsensu, skoro i tak go nie rozumiem.
Wraz z czasem na czekanie na klientke, rosła liczba zapalonych papierosów. Zanim się obejrzałem zauważyłem, że zdążyłem wypalic pół paczki, około 10 sztuk.
W końcu, po jakieś godzinie, do drzwi mojego biura zapukała sekretarka.
- Przyszła klientka - obwieściła, zamykając za kobietą drzwi.
Już na pierwszy rzut oka mogłem coś stwierdzic o mojej klientce.
Była to kobieta w podeszłym wieku, po jej wyglądzie sugeruje, że miała około 60siątki.
Chudziutka jak szczypiorek, o twarzy praktycznie bez zmarszczek, rumianej cerze, i czarnych, lekko już siwawych włosach. Dało się widac, że była pochorowana i podupadła na zdrowiu, chociaż jej jakże młodziany wygląd był bardzo mylący. Jednak nic nie ukryje sie pod okiem Clouneya.
Gestem ręki wskazałem na fotel, kobieta jednak nie usiadła. Podszedłem do niej, i wyciągnąłem rękę.
- Nazywam sie John Clouney - podając rękę popatrzyłem jej w oczy.
- John? Miałam syna o takim imieniu - kobieta również spojrzała mi w oczy, z których lada moment zdawało się, że wypłynie ocean gorzkich łez.
Nie wiedziałem jak sie zachowac w takiej sytuacji ani co powiedziec, dlatego szybko zmieniłem temat.
- Co panią do mnie sprowadza? - spytałem.
- Kłopoty, proszę pana, kłopoty .. - odpowiedziała kobieta.
- Mogłaby panie troszkę jaśniej?
- Ciężko jest mówic o tym co się stało, ale wiem, że tylko tak może mi pan pomóc. Chodzi o to, że od pewnego czasu ktoś mnie prześladuje. Wysyła mi listy z groźbami, zostawia krwawe ślady na drzwiach, oknach i ścianach domu. Nachodzi mnie w nocy, puka, dzwoni, krzyczy. I tak się ciągnie już od dobrych kilku tygodni. Boje sie. Jestem całkiem sama. Mąż zmarł zaraz po tym, jak urodziłam pierwszego synka, właśnie tego Johna. Jego też straciłam, tak samo jak dwójkę jego rodzeństwa. Także w domu zostałam tylko ja. Dlatego strasznie sie boje, więc zwróciłam się o pomoc do pana. Może się panu to wydawac proste do rozwiązania, ale takie nie jest. Gdyby miał pan chwilkę czasu, pojechalibyśmy do mojego domu, i pokazałabym panu te wszystkie rzeczy, które mi podrzucał. A póki co proszę pana o pomoc - kobieta uroniła parę łez, więc podałem jej chusteczkę.
Oczywiście miała racje. Sprawa wydawała się dla mnie bardzo prosta, i do rozwiązania w góra 2 dni. 
Ale nie chciałem jej jeszcze bardziej pogrążac, poza tym, byłem bardzo ciekaw co też ten sprawca wysyłał tej kobiecie. Dlatego postanowiłem tą sprawą zając się jako pierwszą.
- Dobrze, w takim razie nie ma sensu odkładac to na później, sprawą zajmiemy się natychmiast. Jeżeli byłaby pani łaskawa poczekac chwile, zbiorę swoje rzeczy i możemy od razu pojechac do pani posesji.
- Dziękuje panu - kobieta uśmiechnęła się pod nosem niezauważalnie.
Wziąłem nową paczkę papierosów do kieszeni, zarzuciłem na siebie kurtkę, zabrałem papiery i dokumenty, aby jeszcze bliżej przyjrzec się tej sprawie, podczas jazdy do domu klientki, zameldowałem w portierni o swojej chwilowej nieobecności, i razem z kobietą udaliśmy się w stronę samochodu.
- Daleko pani mieszka? - spytałem otwierając automatem drzwi samochodu.
- Mieszkam w sąsiednim mieście, Streetvell, w centrum - odpowiedziała kobieta.
- Hmm, to dobrą godzinę jazdy stąd. A więc nie ma co zwlekac, wyruszamy - zatrzasnąłem za klientką drzwi, i ruszyliśmy w drogę.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz