sobota, 25 stycznia 2014

ROZDZIAŁ II.

TRUDNE DZIECIŃSTWO I DOROSŁE ŻYCIE.

W drodze do domu mojej klientki, postanowiłem bliżej przyjrzec sie tej sprawie.
Położyłem na kolana papiery i notki, przeglądając je, natknąłem się na bardzo ciekawe i ważne rzeczy, które przydadzą się do rozwiązania tej sprawy. Z notatek wynikało, że klientka jest bogatą osobą, która odziedziczyła bardzo majątkowy spadek po swoim dziadku, który był wyższej sławy biznesmenem.
Kobieta odziedziczyła po nim bardzo kosztowny dom, szacowany na około kilka miliardów dolarów. 
Chyba większośc brytyjczyków zebrana w kupę i zliczona majątkowo i funduszowo, nawet nie pokryłaby połowy wartości tej posiadłości. I w tej chwili zapaliła mi się zielona lampka w głowie.
Może dręczyciele którzy nachodzą moją klientkę dowiedzieli się o jej spadku i chcą go przejąc?
Może to byc prawdą, zważywszy na to, że jest to staruszka o kruchych kościach i niezbyt sprawna fizycznie, dlatego przestępcy nie mięliby problemu wejśc do domu, ukraśc dokument świadczący o świadku, i niezauważeni zmienic imię i nazwisko klientki, oraz jej dziadka, na swoje lub kogoś ze swojej rodziny.
Ale skoro tak, to po co ta cała zabawa i podchody? Nie lepiej byłoby sprawe załatwic od razu, zamiast listów, gróźb i znakach graficznych? Po co to wszystko?
Dlatego pomyślałem, że przyczyna może byc zupełnie inna. Tylko nie mogłem się domyślic jaka.
Mam za mało konkretów, a za dużo mniej potrzebnych do śledztwa rzeczy. 
Muszę się czegoś jeszcze dowiedziec. Musiałem się dowiedziec czegoś o mojej klientce, byc może ona zdradzi mi coś, co mogłoby byc kluczem do całej tej sprawy.
Dlatego korzystając z okazji, że staliśmy na przejeździe kolejowym, postanowiłem przepytac moją klientkę, 
i spróbowac dowiedziec się bardziej istotnych rzeczy w tej sprawie.
- Skoro mamy przez pewien czas ze sobą współpracowac, to może opowie mi pani coś o sobie?
Kobieta na słowa 'opowie pani coś o sobie' powoli uniosła wzrok w moją stronę. Bardzo głęboko mi się przyglądała. Jej siła wzroku przeszywała mnie do środka, i sprawiała uczucie dreszczy i zimna.
Ja również patrzyłem w jej oczy, czułem się jak zahipnotyzowany, dlatego szybko zacisnąłem powieki, 
i powróciłem myślami na ziemię.
- Opowie mi pani coś o sobie? - powtórzyłem pytanie.
Kobieta widząc, że nie uniknie tego pytania, spuściła wzrok i wbiła go w tapicerke. Przełknąwszy ciężko ślinę, zaczęła opowiadac o sobie i o swoim życiu.
- Nazywam się Andrea. Andrea Clauney. 
- To będzie prosto zapamiętac, mamy całkiem podobne nazwiska - uśmiechnąłem się, ale kobieta nie odwzajemniła mojego uśmiechu. Szybko spoważniałem - Mogłaby mi pani powiedziec coś o sobie, swoim życiu, i o pani dziadku? - spytałem ostrożnie, nie chcąc wyjśc na nachalnego, jednak praca mnie do tego zmusza.
- Jak już wcześniej wspominałam jestem całkiem sama. Nie mam rodziny, nigdy jej nie miałam, ponieważ pochodzę z domu dziecka, i w wieku 18 lat musiałam sama wyruszyc w świat. Za pieniądze z funduszu od ludzi z domu dziecka kupiłam dom, w którym bardzo długo musiałam się zaklimatyzowac. 
Jednak nie mogłam uwierzyc, że nie mam żadnej rodziny, że zostałam całkiem sama, dlatego postanowiłam na własną ręke poszukac kogoś, kogo kolwiek, byleby był z mojej rodziny.
Poszukiwania zajęły mi dobre dwa lata, aż w końcu w prasie znalazłam starszego biznesmena, o moim nazwisku. Postanowiłąm to sprawdzic, nie miałam już naprawde nic do stracenia. Pojechałam do jego domu, którym była wielka, i piękna villa. W życiu mogłam tylko o czymś takim pomarzyc. Wtedy nawet ledwo co na chleb mogłam uskubac. 
Pogadałam z nim, on rzeczywiście przyznał, że miał wnuczkę Adree Clauney, którą jego córka oddała do domu dziecka. Nie chciał mi powiedziec z jakiej przyczyny. Ale utrzymywaliśmy dalej kontakt, odwiedzałam go prawie codziennie, tak jak i on mnie.
W między czasie poznałam swojego juz zmarłęgo męża, z którym w niecały rok znajomości poślubiliśmy się.
Mięliśmy trójkę dzieci, Johna, Edwarda i Adama. Jednak Johna musiałam oddac pod opiekę sąsiadki, tak jak i dwójkę moich dzieci, ponieważ mąż je bił, i znęcał się. Był alkoholikiem, i nie panował nad sobą.
Ciężko jest o tym mówic, do tej pory nie mogę się z tym pogodzic.
 I tak minął rok, dwa, potem trzy .. aż w końcu rok temu, ubiegłej jesieni, dostałam list od notariusza, że mój dziadek umarł. To smutne. Ledwo co go poznałam, a już odszedł, i znowu zostałam całkiem sama. Ale no cóż, życie jest nowelą.
Udałam się więc do notariusza, który wręczył mi testament mojego dziadka, w którym wyraźne napisane było, że cały jego majątek przypisał na moją osobe. Wielkie było moje zdziwienie, ale zarazem radośc.
Na następny dzień otrzymałam już list potwierdzający, i od razu wprowadziłam się do tej villi. 
Mieszkało mi się wspaniale, ale jakoś tak po paru miesiącach ktoś zaczął mnie prześladowac. 
Jest ich chyba dwóch, twarzy nie potrafię rozpoznac, ponieważ noszą ze sobą kominiarki. Zaczęli podrzucac mi listy z groźbami, wypisywali różne obelgi na drzwiach i ścianach mojej posiadłości, dzwonią w nocy do drzwi, pukają, wręcz dobijają się, krzyczą. I tak się ciągnie już od kilku tygodni. Postanowiłam, że nie będe dłużej czekac, aż któryś z nich doprowadzi do nieszczęścia, dlatego szukając dobrego biura detektywistycznego, natknęłam się na pana, i poprosiłam o kontakt. Taka jest historia mojego życia - wypowiadając ostatnie zdanie kobieta spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
Urzekła mnie jej historia, kobiecina miała tak trudne życie, okropnie jej współczułem. Doskonale wiedziałem jak sie czuje. Historia jej życia była prawie taka sama jak moja. Oboje bez rodziny, sami musięliśmy sobie poradzic i sami musięliśmy dorastac, bez nikogo. Tyle że ona założyła później rodzine, a ja do tej pory nie.
Spojrzałem na nią, widząc zbierające się w jej oczach łzy, uścisnąłem mocno jej ręke.
- Niech pani weźmie się w garśc. Jest pani dzielną kobietą. Tyle pani w życiu przeszła, tyle pani wycierpiała, tyle pani wytrzymała, i jestem pewnien, że to też pani wytrzyma. A ja w tym pani pomogę, pani Adreo. Obiecuje, że nie spocznę, dopóki nie znajde tych sprawców, i nie dowiem się, co jest przyczyną tych najśc i przykrych niespodzianek. Daję pani słowo komisarza - drugą ręke położyłem na sercu, kobieta widząc mój gest, spojrzała na mnie, i uśmiechnęła się.
Teraz to ona zacisnęła jeszcze mocniej moją dłoń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz