ROZDZIAŁ IV.
PRZESTĘPCY DAJĄ SIĘ WE ZNAKI.
Pani Andrea zbladła w jednej chwili. Myślałem, żeby wezwac pogotowie, ponieważ wyglądała jakby zobaczyła ducha. Wolno upadła bezradnie na fotel. Jej wzrok tkwił zapatrzony w podłogę, a jej ręce były splecione; trzęsące się z sekundy na sekundę coraz bardziej. Upadłem koło niej na podłodze.
Słyszałem przyspieszone bicie serca. Kobieta wyglądała strasznie. W sumie, nie dziwie jej się.
Słyszałem przyspieszone bicie serca. Kobieta wyglądała strasznie. W sumie, nie dziwie jej się.
Chyba reakcja każdego byłaby podobna do niej, jeżeli ktoś dowiedziałby się, że przestępcy czyhają na jego życie nie wiedząc, o co im tak właściwie chodzi i co planują zrobic; czy zabic, czy uwięzic czy wykorzystac.
Kobieta była zdruzgotana. Z pewnością bała się o swoje życie, zwłaszcza, że jest osobą w podeszłym wieku i wszelki stres związany z tą sprawą może spowodowac upadek na zdrowiu.
W końcu uniosła wzrok ku mojej twarzy. I teraz mogłem zauważyc, jej zalane łzami oczy. W jednej chwili zrobiło mi się jej strasznie szkoda, więc przybliżyłem się, i mocno ją przytuliłem. Kobieta była bardzo samotną osobą, więc z pewnością takie drobne gesty wiele dla niej znaczą.
Ale kiedy ją objąłem, poczułem się jakoś dziwnie. Czułem coś, jednak nie wiedziałem zupełnie co takiego. Nie wiem czemu, ale wydawało mi się, że znam tę kobietę od lat, nawet i od urodzenia.
W tym jednym uścisku czułem wiele emocji. To uczucie wydało mi się bardzo znajome, a jednak tak bardzo dziwne i dla mnie nowe. Ale gdy przymknąłem oczy, widziałem coś jeszcze.. tak jakby.. zamazany obraz, w którym jest jakieś dziecko.. chyba mały ja, przytulający kogoś.. chyba moją mamę.. ale nie widziałem twarzy.. obraz był całkiem zamazany.. ale.. chyba coś widzę.. TAK. Zamazany obraz powoli zlewa się w jedną całośc.. o! Już widzę twarz.. to jest.. to jest..
Nagle z cudownej wizji wyrwało mnie silne dobijanie się do drzwi. Otworzyłem oczy i od razu stanąłem na bacznośc. Kobieta również oprzytomniała, ale przerażona skuliła się na fotelu.
- To oni.. - wydukała i trzęsąc dłonią wskazała palcem w stronę drzwi.
- Niech pani teraz się nie rusza, i najlepiej nic nie mówi - uspokoiłem ją i szybko podbiegłem zgasic światła w całej rezydencji.
Szybkim susem znalazłem się koło drzwi, opierając się o sąsiadującą z nimi ścianę, wyciągnąłem z płaszcza moją podręczną broń, i trzymając ją mocno w obu dłoniach, czekałem co się wydarzy.
Przestępcy jeszcze przez pewien czas dobijali się do drzwi, aż w końcu hałas ucichł.
Wydawało się, że sobie poszli, jednak ja ani na chwile nie straciłem czujności.
Jednak w między czasie nic nowego się nie wydarzyło, więc schowałem pistolet i podbiegłem szybko do okna, ale nic nie było widac. Niebo było pochmurne i mgliste, nie widziałem zupełnie nic.
Po chwili poczułem czyjąś rękę na moim ramieniu. Gwałtownie się odwróciłem. Była to pani Andrea, trochę ochłonęła.
- Widział ich pan? - spytała.
- Przez tą cholerną mgłę nic nie widac! - wkurzyłem się.
Pani Andrea chciała coś powiedziec, jednak nagle w oknie zobaczyłem, który zdawało się, że miał zaraz wrzucic coś przez okno. Przerażony rzuciłem się na panią Andree, i osłoniłem ją swoim ciałem, kiedy w sekundzie ktoś wybił szybę kamieniem, rzucając go w okno. Kiedy było po wszystkim podniosłem się, i szybko podbiegłem do okna, wychyliłem się z nadzieją, że zdołam ujrzec przestępce, jednak nikogo już nie widziałem. Z nerwów uderzyłem pięścią o ramę okna. Zawyłem z bólu; odłamki szkła przecięły mi rękę i utkwiły w niej - w efekcie krwawiłem.
Pani Andrea podbiegła do mnie szybko.
- O mój boże, nic panu nie jest? - spytała troskliwie.
- Nie, nic.. - zacisnąłem wargi z bólu - Cholera jasna, uciekli nam!
- Niech pan się teraz nimi nie przejmuje, zawiozę pana do szpitala.
- Ale naprawdę nic mi..
- Koniec dyskusji, zawiozę pana i tyle.
Kobieta wzięła z torby kluczyki od auta i ubrała się.
Ja jeszcze raz odwróciłem się w stronę okna, jeszcze długo patrzyłem w mgliste pustkowie, aż w końcu wyszeptałem:
-,,Jeszcze was dorwę, cwaniaczki''.
Wstałem, zbliżajac się w strone drzwi potknąłem się o kamień, z którego wypadł jakiś świstek.
Wziąłem go do ręki, ale gdy chciałem otworzyc w drzwiach stanęła pani Andrea.
- Niech się pan pospieszy, wykrwawi mi się tu pan na śmierc!
- Spokojnie, już idę, pani Andreo - podchodząc do niej schowałem kartkę do kieszeni, i udaliśmy się do najbliższego szpitala w mieście.